|
poniedziałek, 14 września 2009
"Spotkajmy się porozmawiać. Przecież Ci Obiecałem." Pamiętam, uwierz, ale nie chciałam się narzucać, chciałam zachować resztki jako takiej godności. Ale tak, chcę, chcę Cię zobaczyć, nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo.
Siedzisz sam na pomoście, głowa pochylona w dół, Twoje ciało aż prosi się, by je przytulić. Nie, nie nie! Co z tą godnością? Więc siadam obok, mówię 'cześć' i biorę piwo od Ciebie. Miało być 15 minut, mam odmierzać czas?
Rozmowa się nie klei, ale po chwili schodzimy na tematy muzyki, daję Ci pendrive'a i już się zaczęło. Przeskakujemy z tematu na temat, piętnaście minut już dawno minęło, nie przeszkadza Ci to. Pytam o Twoją córkę. Mówisz, cierpisz, znów chciałabym Cię przytulić. Przemykamy dalej, opowiadasz coś i ilustrując jakieś zdarzenie kładziesz mi rękę na plecach, przesuwasz. Zauważyłeś moją reakcję, nie odrywasz, Tobie też sprawia to przyjemność.
Patrzę na Ciebie, na Twoją twarz. Na coraz bardziej pomarszczone policzki, na krzywy nos, na cudne oczy. Postararzałeś się ostatnio, wiesz o tym. Patrzę i mam ochotę dotknąć Twoich krótkich włosów, wiesz, że to uwielbiam. Miękkie, przesuwają się pod palcami i łaskoczą wnętrze dłoni. Nie, nie mogę, wiem.
"Zimno mi"- mówisz i proponujesz przeniesienie się do domku. Ok, pójdę, byleby z Tobą. Wchodzę i czuję jakiś przypływ wzruszenia. Czuję się jak u siebie. To ten malutki, ascetycznie i po męsku urządzony domek, gdzie byłam, gdzie kochałam się z Tobą już tyle razy. Ciekawa jestem, czy jeszcze go kiedykolwiek zobaczę. Jestem tu, ale nie mam zbyt wielkich nadziei na coś więcej.
Wyciągasz kolejne piwo z lodówki, wyginasz łyżkę próbując je otworzyć i podajesz mi. Idziesz, wracasz, kładziesz się na łóżko, po kilku minutach już przysypiasz. Nie wiem, co mam robić. Czuję, że powinnam już sobie pójść, tak mówi rozum, ale nie chcę, nie chcę całym ciałem. Chcę patrzeć na Ciebie i nie pójdę tak szybko.
Szybko się budzisz, idziesz do toalety, rozbierasz się... Twoje ręce, plecy, zaraz oszaleję. Kładziesz się, a gdy widz, że już przysnąłeś, siadam na łóżku i zaczynam pieścić Twoje ucho, szyję, bawię się włosami. Pomrukujesz coś, ja wtedy uciekam spłoszona, i tak kilka razy. Nie wiem, na co mogę sobie pozwolić, nie za bardzo chcę sprawdzać granice i narazić się na Twój gniew.
Budzisz się i mówisz, że jak chcę oglądać film mogę położyć się obok. Hmm, filmu nie chcę, ale oczywiście kładę się, ściągam tylko buty, nie chcę go prowokować do wyrzucenia mnie. Jest mi niewygodnie, ale nic na to nie poradzę, ważne, że czuję Cię kilkanaście centymetrów od siebie. Nie dotknę, chcę, ale nie dotknę, cholera!
Po kilku minutach odwracasz się i przykrywasz mnie kołdrą, błądzisz ręką po moim pasie ale przytomniejesz i zabierasz ją. Patrzę na Ciebie. Twoje brwi. Zawsze uwielbiałam je. Mocne, ciemne, jakby świadczyły o tej sile, która posiadasz. Ramiona, nie infantylnie umieęśnione, z siłowni, ale mocne i twarde, od fizycznej pracy. Nie mogę się powstrzymać, zaczynam głaskać CIę po plecach, szyi, ramionach- nie protestujesz. Jakoś tak instynktownie odwracamy się jak na rozkaz, leżę plecami do Ciebie, czuję Twój gorący oddech na karku, ciężką rękę przerzuconą przeze mnie. Zasypiam, jak i Ty.
Budzę się na sekundę przed Twoją "akcją". Wsadzasz mi rękę pod bluzkę, łapiesz pierś, brutalnie mnie odwracasz i drugą ręką wchodzisz do spodni. Uwielbiam to, władczość, ale wiem, ze prawdopodobnie nie jesteś całkiem świadomy. Też schodzę w Twoje intymne okolice, jesteś podniecony, ale boję się robić gwałtowne ruchy, bo się obudzisz. Za późno. Oprzytomniałeś, zwiałeś dłonią ze mnie, odwróciłeś się na brzuch.
Nie mogę już spać, za duży mętlik w głowie. Pieszczę jeszcze trochę Twoje plecy, wiem, ze to uwielbiasz, i zaczynam się zbierać. Wstaję, ubieram buty, zgarniam, co moje, do plecaka, zapalam papierosa, żeby mieć pretekst przed samą sobą do siedzenia i gapienia się na Ciebie choćby jeszcze przez kilka chwil.
Czas odejść. Łzy w moich oczach, Ty śpisz. Pochylam się i składam na Twoim policzku pocałunek, być może ostatni. Mam ochotę szarpnąć go i krzyknąć "kocham Cię, nie rozumiesz?!", ale zamiast tego wychodzę. Zerkam jeszcze na łóżko i zamykam za sobą drzwi.
piątek, 07 sierpnia 2009
Wszystko zostało już powiedziane i napisane, i to na wiele naprawdę wartościowych i dobrych sposobów, więc chyba nie powinnam jakoś specjalnie się przejmować. I dlatego co mi tam, napiszę i pozbędę się balastu z mojej głowy, z mojego ciała.
Wszyscy odchodzą. Życie tępi i uczy, że każdy kontakt mija, nieważne, czy przelotny, czy bardziej "stały". I teraz sama nie wiem, są dwa wyjścia, które do jasnej cholery lepsze? Olać i nie przywiązywać się, żeby znów wyjść obronną ręką? Zaangażować się i po jakimś czasie cierpieć? Nie, nie! Nie da się nic wypośrodkowanego? Taaaak, sterować własnymi uczuciami- pstryk i włączone, drugi i wyłączone. No nie, fakt, nie da się, dlatego to są uczucia, a nie taboret.
Często zmieniam zdanie i nie jestem żadnym autorytetem, a wiele zależy od aktualnego nastroju. Mimo wszystko zaryzykuję, iż warto próbować. Co z tego, że wysiłki z góry skazane są na niepowodzenie? Żyjąc w samotni przekonuję się, że to nie jest naprawdę życie. Wychodzę, stykam się, przeżywam piękne chwile a potem znów płaczę. I tak w kółko. Naiwna, choć za każdym razem niestety coraz mniej, kręcę się w obłędnym kole. I, mimo rozczarowań, chyba to ja jestem wygrana. Poznawać, uczyć się, próbować i mieć nadzieję. Chyba.
wtorek, 21 lipca 2009
Powiedz mi, że będzie dobrze. Potem milcz, nie pytaj, pozwól mi płakać, pozwól mi być słabą, zrzucić tą maskę i płakać, płakać, płakać. Obawiam się, że i tak nigdy nie zrozumiesz wszystkiego, są rzeczy we mnie, do których nawet ja nie mam dostępu. Po prostu... Spraw, że znów poczuję, iż żyję. Zabierz mnie gdzieś, pokaż, jak załatwia się pewne sprawy, ośmiel mnie, gdy kolejny raz opanuje mnie chęć ucieczki. Nie daj mi znów przestać myśleć, przestać pragnąć. Zrzuć to wszystko, olej zobowiązania, pieprz konwenanse. Bądź tu ze mną. Tu i teraz. Tonę.
czwartek, 30 kwietnia 2009
piątek, 20 marca 2009
Wyobraźnia... Pierwsze przytulenie, jego ręka na moich
plecach, coraz goręcej... Usta do skóry, delikatnie, po szyi,
leciutki dotyk, pierwsze posmakowanie. Jest, już znam. Czuję, że
on dotarł już pod koszulkę i jego dłoń dotknęła mojego nagiego
ciała, plecy, dreszcz za dreszczem, dreszcz. Moje serce wali mocno,
oszalałe. Usta za jego uchem, zbliżam do jego twarzy, zastygam
dokładnie przed jego wargami, lekko ich dotykając. Ten moment, ta
chwila oczekiwania, spojrzenie w oczy, potem zamknięcie i... Jest!
Wargi, powoli, rozchyl, tak... Tak, tak ma być, całuj, mocniej..!
Hmmm, skóra, jego skóra, moje palce na jego plecach, szukam
opuszkami najwrażliwszych miejsc, widzę, czuję, jak drży, gdy mi
się uda. Ok, nie wytrzymuję już, ściągam mu koszulkę, on mi...
Patrzymy na siebie, pierwszy raz tak obnażeni, z takim zachwytem i
pożądaniem w oczach. Na to czekaliśmy, tak długo, w końcu...
Wniebowzięta całuję jego ciało, kawałek po kawałku, patrze na
reakcje, subtelną grę mięśni, każdego po kolei. Pieszczę,
całkowicie skupiona i zaangażowana... A potem daję zrobić ze sobą
to samo... I...
|